wtorek, 24 listopada 2015

Zaparcia u maluszka - co robić?

Wiele mam boryka się z problemem zaparć u swoich dzieci. Te z nich, które karmią piersią często zastanawiają się czy to co jedzą nie wpłynęło w jakiś sposób na mały brzuszek. Absolutnie nie! To co jesz nie wpływa na to, że Twoje dziecko cierpi na zaparcia. 

Prawdopodobnie problem tkwi w zbyt małej ilości wody w diecie, a gdy dziecko jest starsze problem może wynikać też ze zbyt małej ilości błonnika pokarmowego. 

Gdy Alicja miała problem ze zrobieniem kupki, zaczęłam ją dopajać wodą. 
Wtedy, gdy zaczęła jeść mleko modyfikowane a zaraz potem też inne nowe jedzonko.  

Niemowlę karmione piersią nie potrzebuje żadnych dodatkowych płynów - mleko mamy jest wystarczające. Jeśli dziecko karmione wyłącznie piersią cierpi na zaparcia, zacznij Ty pić więcej wody. Możesz też przystawiać do piersi dziecko częściej na krótko - na początku karmienia mleko jest znacznie bardziej rozwodnione i spełnia funkcję picia. Jeśli to nie pomoże możesz zastosować się do poniższych.

Gdy karmisz dziecko mlekiem modyfikowanym i pojawia się problem zaparć możesz podawać dziecku wodę, zacznij od podawania wody o temperaturze ciała (ok 37 stopni). Wystarczy sama woda (nie dodawaj cukru czy glukozy - o zgrozo!). Jeśli to nie pomaga możesz przygotować słaby napar z kopru włoskiego - będzie pomocny także w przypadku wzdęć i kolek maluszka.

Spotkałam się też z tym, że mamy dodają nieco więcej mleka modyfikowanego na noc, by dziecko było najedzone i dłużej spało. Absolutnie tego nie praktykuj! Ilość mieszanki dodawanej do wody powinna być ściśle wymierzona według wskazań na opakowaniu. Nie można dodawać ani mniej mleka ani więcej mleka niż zaleca producent - to zagraża zdrowiu dziecka! 

Jeśli Twoje dziecko już jest starsze i nie je samego mleka, możesz tak zmodyfikować jego dietę by pozbyć się zaparć. Niektóre produkty mogą wzmagać zaparcia. Jest nim np. gotowana marchewka - tak częsty składnik pierwszych zupek. Również ryż oraz kaszki i kleiki ryżowe. Także jajko na twardo. Gdy dziecko ma zaparcia, nie podawaj ich. Z owoców unikaj owoców leśnych szczególnie jagód. 

Ale już surowa marchewka (np. drobno przetarta) może pomóc maluszkowi. Ruchy małych jelit zwiększy też szpinak czy brokuły, możesz śmiało dodawać je do obiadku, a gdy dziecko ma już odruch gryzienia podawać ugotowane brokuły do rączki. Alicja bardzo je lubi. Podobnie działają surowe owoce takie jak jabłko czy gruszka, np. przetarte na tarce. Ulgę małemu brzuszkowi przyniosą też suszone śliwki. Absolutnie nie podawaj tych wędzonych! Możesz wspomóc się przetartymi suszonymi śliwkami dostępnymi w słoiczku. 

Uważaj na przekąski typu biszkopty, wafelki czy chrupki - te wszystkie produkty zawierają zwykle sporo cukru, który wzmaga zaparcia. Uważam, że nie ma też żadnych przeciwwskazań by dziecko jadło ciemne, razowe pieczywo. Takie pieczywo zawiera więcej błonnika niż białe i naprawdę spokojnie możesz je podawać już przy wprowadzaniu nowych produktów do diety dziecka, jak tylko dziecko dostało już w swojej diecie gluten. Absolutnie nie musisz z tym czekać. Gdy zaczniesz od podawania dziecku białej "nadmuchanej" bułeczki ciężko później będzie zmienić jego nawyki i przyzwyczaić do bardziej charakterystycznego smaku ciemnego pieczywa. 

W przypadku starszych dzieci: pamiętaj, że "zaparciowo" działa czekolada i jej wyroby np. serek czekoladowy czy kakao. Również śniadaniowe płatki o smaku czekolady.

Ostatnio kupowałam pieczywo w innej piekarni niż zawsze (zazwyczaj piekę, ale mój zakwas się owił w pleśniowy kożuszek, gdy byliśmy na urlopie w.... sierpniu...). Mają miły gest dawania pieczywa dziecku. Miły gest. Fajna sprawa w sumie, nie spotkałam się z tym wcześniej. Szkoda tylko, że pieczywo, którym częstują dzieci jest słodką, białą bułeczką.

"Za bułeczkę dziękujemy"
"a co nie gryzie jeszcze?"
"gryzie, gryzie, ale nie słodkie bułki"

"matka wariatka" - szepnęła starsza pani stojąca za mną w kolejce.
;)




piątek, 20 listopada 2015

Jaka dieta dla dziecka z refluksem?

Kto czytał wcześniejsze wpisy to wie, że Alicja ma refluks. 

Podobno większość dzieci z refluksem to małe łakomczuchy. Tak uważa nasza pediatra. 

Nooo... Tak, tak. Alicja należy do tej większości.
Jest smakoszem. 
Smakoszem łakomczuchem :)

Podobno z dwojga złego: dziecko niejadek i obżarciuch, to ten drugi to żadne zło.
Jest to problem jednak, gdy dziecko ma refluks. 

Jedząc dużo nasila się problem refluksu.
Poza tym, jako dietetyczka, na ilości jakie potrafi zjeść Alicja czasem patrzę z lekkim przerażeniem ;) 
Naprawdę.

Dla przykładu: na 2 śniadanie zjadła ostatnio Babci 1/2 opakowania serka Bielucha, pół kromki chleba z masłem (je bez skórki, bo je tak łakomie, że skórką się krztusi!), kilka borówek i pół banana! A wczoraj na obiad pulpeta wielkości jej piąstki, ziemniaka, małą marchewkę i garstkę brokułów (moją garstkę!). Po zjedzeniu płakała, że chce jeszcze!

Próbowałam zmniejszyć jej porcje, ale wtedy okazało się, że budzi się w nocy z głodu. 
Więc zaprzestałam, słucham potrzeb jej małego organizmu.

Choć to naprawdę zadziwiające ile ten maluśki człowiek potrafi zjeść. Zwłaszcza teraz jak jest w ciągłym ruchu: non stop raczkuje, staje, próbuje chodzić.

No, ale miałam pisać o diecie w refluksie.

Przede wszystkim nie przekarmiać. Jednak ta zasada w praktyce jak widać nie wiadomo czy zawsze ma zastosowanie. Zgodnie z zaleceniami żywieniowymi to dziecko decyduje ile jeść. 

Druga ważna zasada to to, żeby nie podawać dziecku dużej ilości płynów po jedzeniu. Dziecko z refluksem (zresztą podobnie jak dorosły) nie powinno posiłków popijać i pić dużych ilości płynów zaraz po zakończonym jedzeniu. Popijanie zwiększa objętość w żołądku i tym samym wzmaga refluks. 

Poza tym posiłki powinny być dość gęste. W przypadku małego dziecka to nieco zaskakujące. Bo jak mleko ma być gęste? Teraz na rynku (no już od jakiegoś czasu) są dostępne środki specjalnego przeznaczenia tzw. zagęszczacze. Dzięki nim mleko tworzy gęstą galaretkę w żołądku i zapobiega cofaniu się treści pokarmowej. Miesza się je z wodą i podaje dziecku przed karmieniem piersią albo podaje do butelki do mleka. My wybraliśmy opcję nr 2, bo Alicja miała odruch wymiotny przy podawaniu tej gęstej galaretki przed karmieniem mlekiem. 

No, ale teraz Alicja nie jest już niemowlaczkiem.
Przecież skończyła ponad tydzień temu rok! Nie pije tylko mleczka już od połowy swojego życia.
No właśnie. Posiłki powinny być w miarę możliwości gęste. Kaszka im gęstsza tym lepsza. Na obiadek zupka dość gęsta. 
My preferujemy tzw. drugie dania. 
Zupki Alicji zawsze wylecą. 

Kolejna zasada to taka, by dziecko jadło w pozycji pionowej. Jako niemowlaczek jedzący mleczko powinien być w miarę możliwości trzymany w pionie. Nawet karmiony piersią. Da radę: pomocne będą poduszki "jaśki" oraz specjalistyczne do karmienia piersią. Ważne też, żeby nie kłaść dziecko spać zaraz po posiłku. Co w przypadku niemowląt jest dość trudne. 

Ja od pierwszych miesięcy Alicji stosowałam plan dnia, wg którego dziecko jadło po śnie/drzemce potem było aktywne natomiast później znów spało. Teraz wygląda to podobnie. I wydaje mi się bardziej naturalne niż kładzenie po jedzeniu dziecka spać. Nawet my dorośli po jedzeniu raczej jesteśmy aktywni niż idziemy spać. Choć możesz być innego zdania. 
Po posiłku dziecko nie powinno też intensywnie się bawić: nie ma ganiania się po domu, nie ma podrzucania, turlania, stania na rękach. Przez minimum 30 minut. Co przy takim małych, aktywnym bąblu czasem też jest nie lada wyzwaniem. 

Ważne jest też, żeby obserwować dziecko po czym nasila się refluks. U Alicji ewidentnie jest gorzej po wszystkim z kukurydzą. W sezonie kukurydzianym zrobiłam jej zupkę krem z warzyw i sporej ilości kukurydzy. Zjadła ją w kilka minut z zachwytem na ustkach "mniam, mniam" .

Niestety przez pół dnia potem zupka była wszędzie: na bodziaku, podłodze, kanapie, kocie...


Czy Twoje dziecko również cierpi na refluks? 
Jak sobie z tym radzicie? 
Czy wpis był dla Ciebie przydatny?











niedziela, 15 listopada 2015

Alicja ma roczek

Alicja ma roczek.

No i tak.

Minął rok odkąd Alicja jest z nami.

Sobotni ranek. 

Jej pierwsze urodziny.

Obudziła się i pije mleko. 

"om mniam mniam" mój mały smakosz.

Potem biegnie, jeszcze na czworaka, do zabawek, co chwila pokazuje mamie zabawki.

A ja robię swoje śniadanie i powoli szykuję się do pracy. 

Niebawem M. zabiera ją na drzemkę.

A ja zaczynam pisać do niej list.

Zanim się urodziła założyliśmy jej z M. skrzynkę - kiedyś dostanie do niej hasło. 

Równo rok temu pisałam do niej pierwszy list. Wtedy obie szłyśmy na drzemkę, ale gdy się obudziłam okazało się, że Alicja już wybiera się na świat. Wcześniej niż się spodziewaliśmy.

"Spełnienia marzeń Córeczko, dzieciństwa, które będziesz miło wspominać i już na zawsze tej radości z każdej nowo poznanej rzeczy!"

Alicja jest bardzo żywiołową, ciekawską, małą dziewczynką. Wszędzie jej pełno. 

Nie raz pod koniec dnia siadałam do Bloga, ale na tym się kończyło ;)

W lutym, po powrocie do pracy, zastanawiałam się czy prowadzenie bloga to nie porywanie się z motyką na słońce. 

Ale nie!

Teraz obiecuję sobie i Tobie Drogi Czytelniku, że będę pisać na Blogu częściej. 

Mam w zanadrzu temat o diecie podczas laktacji, chcę napisać o alergii dziecka karmionego piersią i o tym czy rzeczywiście dieta kobiety ma tak duże znaczenie jak się powszechnie uważa.

Ach no i trochę o diecie w szpitalach - jak to ma się do zaleceń w polskich realiach.

Mam zaczęty temat o tym jak dietą (i nie tylko) rozpędzić laktację.

I zamierzam napisać też więcej niż dotąd o wprowadzeniu stałych posiłków w diecie dziecka. 

O tym jak radzić sobie z problemami brzuszkowymi u dziecka: jaka dieta w zaparciach u niemowlaka, jaka w biegunkach.

I oczywiście o tym co je teraz roczna Alicja. Jak wygląda jej menu? Plus Alicjowe przepisy ulubione :)

Interesuje Cię inny temat, o którym chętnie  przeczytasz na Blogu? Pisz wiadomość na fejsbukowym fan page'u! Tutaj: www.facebook.com/foodarea.poradniadietetyczna/









środa, 30 września 2015

Karmisz piersią?

Karmisz piersią?

"Karmisz piersią?"

Czy wiecie jak często zadawane jest to pytanie mamie niemowlęcia? 

Nieważne czy ktoś cię dobrze zna czy właściwie wcale.

Znajoma, której nie widziałaś od lat kilku nagle zaczyna się interesować jak użytkuję swoje piersi.

Sąsiad gratulując potomstwa też jest ciekawy.

A na spotkaniu rodzinnym wszystkie ciocie pytają czy karmisz i są negatywnie zaskoczone, gdy już nie. 

Irytujące prawda?

Zdaję sobie sprawę, że nie dla każdego. 

Dla matki nie mającej problemów z karmieniem naturalnym swojego dziecka zapewne to i naturalne pytania.

Dla mnie były irytujące. 

"Na stówę źle przystawiasz dziecko. 
Bo karmienie naturalne ma przynosić przyjemność i jest całym dobrem dla dziecka i kobiety". 

Ale jak się okazuje są i wyjątki.

Spotkania z konsultantami laktacyjnymi. 

Złe przystawianie to jednak nie to.

Karmiłam piersią Alicję ok. 5 miesięcy. Tylko i wyłącznie piersią tylko 2 miesiące. 

Z perspektywy czasu widzę, że i tak dzielnie walczyłam. 

Te miesiące to były godziny wylanych łez. 

Dosłownie. 

To były najbardziej męczące miesiące mojego życia. Myślę, że też naszego rodzinnego życia. 

To była walka z brakiem snu, wycieńczeniem, bólem.

Każde przystawienie Alicji do piersi kończyło się łzami. Moimi. 

Dziecko ssało pierś a ja patrzyłam na zegarek ile czasu je, bym po ok 15-20 min. mogła je odstawić od piersi. 

Tak, tak! Alicja nie jadła tyle ile chciała. Zazwyczaj nie zasypiała błogo przy piersi. Nie dawałam jej szansy, bo nie byłam w stanie wytrzymać bólu.

I to nie pierwszy tydzień, dwa czy trzy. Tak było co najmniej 3 miesiące.

To były godziny spędzone z laktatorem.

Były tygodnie, kiedy ból był nie do wytrzymania, wtedy co ok 3 godziny, jak to ironicznie nazywałam, miałam romans z laktatorem. 

Włącznie z nocą. Alicja jadła o 3, więc ja wstawałam o 2. 

Potem o 5 rano, bo zwykle budziła się o 6. 

Potem o 8, bo o 9 jadła, itd. 8-10 razy dziennie. 

Średnio 4-5 godzin dziennie odciągania pokarmu. 

Oprócz klasycznego zmęczenia i niewyspania dochodziło, więc niewyspanie z powodu godzin spędzonych z laktatorem. 

Średnio jakieś 3 -4 godziny snu na dobę. Oczywiście nie ciągłego. Miesiącami!

Ale w tamtym czasie wolałam to niż ból, który odczuwałam podczas karmienia. 

Ból i złość. Bo nie daję rady, bo chcę a nie mogę i w końcu za jakie grzechy moje dziecko mnie tak rani.

Walka z samym sobą o to by karmić naturalnie.

Ja dietetyk i nie mogę karmić swojego dziecka jak chcę. Przecież sama namawiałam kobiety do karmienia piersią, mówiłam jakie to super zdrowe dla dziecka!

Ba!, nawet temat mojej pracy magisterskiej był powiązany z okresem laktacji.

I to zamartwianie się o opinie otoczenia. 

"Dlaczego odciągasz pokarm?"

I to ciągłe tłumaczenie się, dlaczego. Dlaczego nie mogę karmić swojej córki naturalnie. 

"Nadal cię boli? ile to już czasu?"

"Poboli i przestanie" - rady doświadczonych mam.

Byłam chronicznie niewyspanym kłębkiem nerwów.

Po ok 4 miesiącach nie dowierzałam, że w końcu, że nareszcie karmienie nie tyle, że sprawia mi przyjemność, ale po prostu nie boli!

Patrzyłam na moje dziecko, które błogo zasypia przy piersi i dziękowałam, że najgorsze mam już za sobą. I zadawałam sobie pytanie czemu tak długo to trwało? 

Ale przede wszystkim byłam dumna. Dumna, że wygrałam walkę.

Radość nie trwała długo, bo mniej więcej wtedy Alicja zaczęła niechętnie ssać pierś.

"Masz to na własne życzenie, przyzwyczaiłaś ją sama do butelki" - opinia jednej z doświadczonych w tym fachu mam.

No tak, mam to na własne życzenie!

Ale powodem było wcale nie moje własne życzenie, ale refluks. 

Okazało się, że muszę powrócić do czasu spędzanego z laktatorem. 

Bo by Alicja czuła się lepiej powinnam zagęszczać wcześniej odciągane mleko

(zagęszczacz podawany Alicji przed jedzeniem powodował u niej j odruch wymiotny). 

I na tym moja laktacyjna przygoda się skończyła. 

Zmęczenie, chroniczne niewyspanie, stres spowodowały, że straciłam pokarm.

Może natura sama zadecydowała, że czas najwyższy by walkę zakończyć?

Po kilku tygodniach karmienia nienaturalnego okazało się, że mama jest bardziej wypoczęta i szczęśliwsza.

I dziecko też jest szczęśliwsze i jakby spokojniejsze. Choć na mleku modyfikowanym. 

By być stuprocentową mamą wystarczy dawać dziecku miłość i bliskość. Niekonieczne jest karmienie naturalne. 

Teraz to wiem. 

Moje dziecko jest szczęśliwe mimo, że nie karmione naturalnie. 

Ma szczęśliwą, kochającą mamę, która nie wyobraża sobie życia bez swojego dziecka. A to ważniejsze niż litry kobiecego mleka z przeciwciałami! 

Dlaczego zdecydowałam się napisać o tym na blogu? 

Bo mam dość religijnego traktowania karmienia piersią. Utykania kobietom, które z różnych powodów decydują się nie karmić naturalnie swojego dziecka.

Kobieta w tym czasie potrzebuje supportu od najbliższego otoczenia i słów otuchy, szczególnie od innych kobiet. Swego rodzaju "dasz radę", "widzę, że ci ciężko", "dzielna jesteś".

Mam dość oskarżających spojrzeń, kiedy otoczenie dowiaduje się, że już nie karmię piersią. Jakbym robiła krzywdę swojemu dziecku.

A tak w ogóle dlaczego osoby z zewnątrz interesuje jak użytkuję swój biust? Widząc kobietę z małym dzieckiem na ulicy nigdy nie zastanawiałam się czy karmi piersią, odciąga pokarm i butelką czy może mlekiem modyfikowanym.

"Nie dałaś rady".

Matki! Nie bądźcie sędziami. Nie dziwcie się, że nie zawsze karmienie naturalne przychodzi naturalnie. Nie dziwcie się, że można mieć chwile zwątpienia. Że mimo szczerych chęci, karmienie naturalne jest dla niektórych drogą przez mękę! I że czasem lepiej złożyć broń niż walczyć bez końca.





środa, 8 lipca 2015

Ala ma kota.

Ala ma kota, a kot ma Alę ;)

"I co zrobisz z kotem?"

"Nic, a co mam zrobić?"

Dziesiątki razy zadawano mi pytanie co zrobię z moim pupilem w związku z tym, że jestem w ciąży i pojawi się w domu dziecko.

Dziesiątki razy.

Nie przesadzam. 

Po kilku razach to pytanie irytowało mnie na tyle, że za odpowiedź samo spojrzenie co poniektórym wystarczało ;)

A czemu było zadawane?

Prawdopodobnie dlatego, "bo kot to siedzisko bakterii zagrażających kobiecie w ciąży. Przez niego na pewno coś będzie nie tak."

"A jeśli jakimś cudem będzie dobrze, to na pewno po przyjściu na świat dziecka zagryzie je lub udusi we śnie."

Jeśli i Ty tak uważasz to ten wpis jest szczególnie dla Ciebie.

Albo jeśli jesteś w ciąży i jesteś skazana na takie komentarze to ten wpis także dedykuję Tobie.

Gdzie leży prawda?

Te bakterie, które rzekomo zagrażają dziecku w łonie matki to nie bakterie a pierwotniak o wdzięcznej nazwie Toxoplasma gondi, który wywołać może chorobę zwaną toxoplazmozą.

Koty (i inne kotowate) są tego pasożyta ostatecznymi żywicielami. To wie prawie każdy. 

Jednak o tym, że zarażenie od kota występuje niezmiernie rzadko już wie mało kto. 

Można powiedzieć nawet, że ten właściciel, który zachowuje podstawowe zasady higieny nie ryzykuje "złapaniem" pierwotniaka, nawet od kota, który jest nim zarażony. 

Po pierwsze zarażenie następuje poprzez zjedzenie inwazyjnych oocyst, które są wydalane z kupą kota. Mało tego: wydalona oocysta staje się inwazyjna dopiero po kilku dniach. Wystarczy więc czyścić kotu regularnie kuwetę i potem dokładnie umyć ręce. 

Po drugie koty wydalają oocysty tylko przy pierwszym zarażeniu pierwotniakiem, a okres wydalania inwazyjnych oocyst to 3-21 dni. Czyli nawet te koty, które są zarażone są właściwie bezpiecznym towarzyszem dla kobiety w ciąży. 

Reasumując: Te koty, które nosicielami nie są i nie wychodzą na dwór i nie są karmione surowym mięsem nie stanowią żadnego zagrożenia dla ciężarnej kobiety.  

A zarażamy się głównie jedząc nieumyte owoce i warzywa, surowe czy niedosmażone mięso (m.in. dlatego ciężarne nie powinny jeść surowego mięsa, uwaga na niedosmażone mięso z grilla!  koniecznie zakładaj rękawiczki do przygotowywania dań z mięsa) czy pijąc niepasteryzowane mleko od zarażonych zwierząt (m.in. dlatego kobieta ciężarna nie powinna pić niepasteryzowanego tzw."świeżego" czy tzw. "zimnego" mleka).

Obawa przed tym czy zwierzę zaakceptuje nowego członka rodziny zawsze istnieje. To normalne, nieważne czy to pies, kot czy świnka morska zwierzę jako "stary" członek rodziny może czuć się zazdrosne o małego krzykacza, któremu teraz całkowicie poświęcasz swój czas.

Dlatego w miarę możliwości znajdywaliśmy czas dla kota nawet po przyjściu na świat Alicji. 5 minut dziennie zabawy z kotem czy wzięcie go wieczorem na kolana nie jest przecież rzeczą niemożliwą. 

Z psami doświadczenia nie mam, ale jeśli chodzi o kota to on i  Alicja dogadują się super. Z własnego doświadczenia i z tego jak to wygląda u znajomych koty i dziecko to zgrany team. 

Alicja  na widok kota uśmiecha się szeroko. Gdy wchodzimy do mieszkania zawsze rozgląda się po podłodze, z której strony kot nadejdzie. Gdy nadchodzi ta krzyczy głośno i wyrywa się z rąk. 

Mam także wrażenie, że Dexter, bo tak się wabi nasz kot, lubi Alicję. Gdy siedzi w bujaczku ociera się o jej stopy. Podchodzi, siada blisko i patrzy jak Alicja bawi się na macie. Gdy była noworodkiem i jeszcze nie mieliśmy elektronicznej niani często przybiegał po nas, gdy Alicja płakała a my nie słyszeliśmy. Gdy mała jako miesięczne niemowlę miała infekcję Dexter wszedł do jej łóżeczka i spał w jej nóżkach. Żadnego kładzenia się na dziecku, lizania a tym bardziej gryzienia czy duszenia - sic!

Jakiś czas temu Alicja zaczęła go szczypać lub ciągnąć za ogon, więc częściej trzyma się z daleka. Mówimy Alicji, że tak mocno nie można głaskać kotka, ale 8- miesięczne dziecko nie kuma jeszcze o co chodzi w okazywaniu miłości. Mimo to Dexter ani razu jej nie ugryzł, nie podrapał. Co gdyby zdarzyło się z mojej strony na pewno zareagowałby bardziej agresywnie. A on mocniej złapany przez Alicję za sierść tylko miauczy. Wtedy wkraczam do akcji ja "nu nu nu Alicja, puść kotka, tak mocno nie wolno".








wtorek, 23 czerwca 2015

7 zębów do czegoś zobowiązuje

7 zębów do czegoś zobowiązuje ;)

"Dziś na obiadek będzie jarzynowa z kaszką jaglaną" - mówię do Alicji, która rozsiadła się wygodnie w swoim fotelu - bujaczku i szoruje dziąsła gryzakiem.

Siedmiomiesięczna już Alicja zjada dziennie 5 posiłków, z czego 2 są inne niż mleko.

Na śniadanie, zaraz po obudzeniu się, zwykle ok 6:30, pije mleko.

Na przekąskę między 10 a 11 je owoce lub owoce z jogurtem albo owoce i warzywa (np. kawałki brokuła, banana, gruszki), czasem mleko.

Obiadek przypada na ok. 15:00. Tu już są różne kombinacje.

Dziś np. zjadła gotowane jarzyny zmiksowane z ćwiartką ugotowanego na twardo jajka. Taka Alicjowa sałatka jarzynowa ;)

Zwykle gotuję jej zupkę, z kawałeczkiem królika (mięso gotuje osobno, wywar z mięsa wylewam) lub ryby.

Czasem do zupy dodaje kaszę mannę, jaglaną lub jęczmienną, rzadziej makaron.

W tym wieku można już dodawać do dań masło (z mleka) lub jak do tej pory olej (najlepiej taki o wysokiej zawartości kwasów z rodziny omega - 3 np. olej rzepakowy).

W wieku niemowlęcym nie ma konieczności ograniczania tłuszczu (olej czy masło!) w diecie, bo jest on niezbędny do prawidłowego rozwoju mózgu dziecka.

Olej dodaję w bardzo niewielkich ilościach po ugotowaniu zupki, natomiast masło, gdy zupka nieco ostygnie, przy miksowaniu.

Nie doprawiam dań.

W diecie niemowląt i małych dzieci nie powinno się używać soli, aby nie obciążać jeszcze niedojrzałych, małych nerek.

Ani cukru. By nie narażać dziecko na nadwagę, próchnicę czy niepotrzebnie przyzwyczajać do słodkiego smaku i kształtować nieprawidłowe nawyki.

Ale do niektórych zupek np. kalafiorowej dodaję koperek.

Potem już kolacja nr 1 ok 18:00 - mleko lub kaszka z dodatkiem mleka modyfikowanego i owocami (jeśli na 2 śniadanie było mleko).

Ala nadal je ostatni posiłek przez sen - teraz około 22:00. Ale odzwyczajam ją od tego - o czym będę pisać innym razem.

Przekąsek nie praktykuję. Nie widzę takiej potrzeby na razie.

Poza tym Alicja jest spora ;) waży 9 kg... nie widzę potrzeby zwiększania kaloryczności jej diety.

"No dobrze, to mama teraz obierze marchewkę" - pokazuję Alicji marchewkę a ta śmieje się i macha rączką uderzając gryzakiem o brzeg fotelika.

Takie gotowanie obiadku Alicji to żadna filozofia i trwa zwykle tylko ok. 15 minut. Obieram warzywa, siekam, wrzucam do minigarnuszka z wrzątkiem. Zanim warzywa się ugotują mamy jeszcze chwilę na pogawędkę.

"A Ty co robisz?"

"a gu gu a ge ge" odpowiada mała rozglądając się już niecierpliwie po kuchni.

"A wiesz? zaraz pójdziemy na spacer, a gdy przyjdziemy zjesz zupkę"

Siedmiomiesięczna Alicja je jeszcze zupki w postaci papki. Jak czasem trafi się kawałeczek mniej zmiksowanego mięska albo warzywa wypycha go z buzi językiem na brodę.

Dlatego jak tylko warzywa są miękkie miksuję zupkę.

No, ale 7 zębów do czegoś zobowiązuje! Alicja zjada gotowane warzywa, które podaję jej do rączki. Daję jej ugotowanego na parze, miękkiego brokuła, kalafiora czy marchewkę. Wcina aż wzdycha.

Do rączki dostaje też miękkiego, znienawidzonego na początku poznawania nowych smaków, banana. Teraz go uwielbia.

Twarde owoce nie wchodzą na razie w grę, bo Alicja potrafi zębami ugryźć całkiem spore kawałki, ale ich nie gryzie i niestety krztusi się.

Rynek znalazł na to sposób: siateczki na owoce i warzywa, które praktykujemy i my. Dziecko zasysa się wtedy w taką siatkę aż będzie pusta. U nas znalazły zastosowanie głównie podczas 2 śniadania.







piątek, 12 czerwca 2015

Lizak za olej lniany

Lizak za olej lniany

Podczas dzisiejszego spaceru z Alicją, przypadkowo usłyszałam rozmowę dwóch pań. Prawdopodobnie babć dwójki małych dzieci. 

"Choruje ci? daj jej olej lniany. Ja swojemu daję 2 łyżki dziennie. Wiesz tak z łyżki to niesmaczne jest, ale za lizaka albo batona wypiłby nawet i 3".

Tak się zastanawiam... czy nie wystarczy tego oleju lnianego dodać do sałatki? Czy trzeba wpychać dziecku łyżką? 

Że zdrowy jest to super, ale czy zdrowe jedzenie musi kojarzyć się z czymś niesmacznym i do tego wmuszanym? 

Którego zjedzenie musi być przekupywane toną słodyczy?

Jaki to ma sens?

To, że dziecko zje bogate w przeciwzapalne omega - 3, skoro zaraz dostanie zasypane cukrem albo i prozapalnymi tłuszczami trans? 

Ma to sens? 

Może wyda Ci się, że przesadzam.

Ale ja uważam, że nie ma tu nic przesady.

Wiem, że nagradzanie słodkościami może zakorzenić zły nawyk, który pozostaje na lata.

Znam dorosłych, którzy do tej pory wynagradzają się niezdrowym jedzeniem.

Nie raz spotkałam na swojej drodze zawodowej i nie dorosłe osoby, które za niepowodzenia lub sukcesy w życiu nagradzają się jedzeniem. Nierzadko słodyczami. 

Często to problem, dla którego zgłaszają się do dietetyka.

Często to problem, którego trudno się pozbyć i nad czym trzeba ciężko pracować.

Często to problem, który stał się nawykiem już w dzieciństwie.

My, dorośli nie zdajemy sobie często sprawy, że nasze zachowania, także żywieniowe, kształtują nasze dzieci. 

To one nas naśladują. 

I to my często popełniamy błędy nagradzając je lub pocieszając lizakiem.

Alicjo, obiecuje Ci, że nie będę nagradzać Cię za dobre zachowanie przysłowiowym lizakiem. 

Zawsze będziesz mogła na mnie liczyć, ale nie licz na to, że gdy będzie Ci źle obsypię Cię słodyczami ;)

Są inne, lepsze sposoby na radzenie sobie z niepowodzeniami. 

Pudełko czekoladek czy lodów do nich nie należy.

A z dziadkami porozmawiam, przekonam, a jeśli trzeba będzie zabronię pocieszania czy nagradzania jedzeniem.